• Wpisów:10
  • Średnio co: 168 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 07:54
  • Licznik odwiedzin:2 632 / 1859 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To nie będzie historia miłosna typowa dla dwojga nastolatków. Właściwie to dwójka ludzi, których połączy niezwykle sile uczucie nie będą świadomi, że jeśli naprawdę się kogoś kocha to ono nigdy nie zniknie.

Klara
To był niezwykle udany rok. Wygrałam konkurs pisarski, polepszyłam się w nauce, przestałam wagarować, weszłam na nowy poziom jeśli chodzi o grę na fortepianie, no i miałam niezwykłe zaopatrzenie na wydanie mojej pierwszej książki. Po prostu nic lepszego nie mogło mnie spotkać.
Tak to pamiętam. Nie sądziłam, że potrafię zrobić takie postępy zaledwie w rok. Jednak przez skupienie się głównie na nauce i pisaniu nie miałam czasu na zawracanie sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. W miłości nie miałam doświadczenia, ale tłumaczyłam to sobie, że mam dopiero szesnaście lat i wszystko przede mną. Na początku zazdrościłam koleżanką ich świetnego kontaktu z chłopakami, ale w końcu postanowiłam się skupić na ważniejszych rzeczach. Także nic dziwnego, że nie zwróciłam uwagi na nowego ucznia, który przeniósł się trzy miesiące przed końcem roku szkolnego. Wiedziałam, że jest ktoś taki, ale nie dochodziłam kto to i dlaczego.
Ze zmianą mojego trybu życia pojawiła się monotonność dni. Zrobiłam się moim zdaniem nudziarą. Codziennie rano wstawałam o wpół do siódmej, przyprowadzałam się do porządku, ubrałam, jadłam śniadanie i jechałam do szkoły. W szkole nauka do późnego popołudnia, a w wtorki i czwartki dodatkowe do wieczora. Wracałam do domu, odrabiałam lekcje, uczyłam się, zajmowałam się psem, a w wolnym czasie czytałam lub pisałam słuchając muzyki. W weekendy mogłam trochę odpocząć, więc spotykałam się z moimi przyjaciółmi lub sporadycznie korzystałam z komputera. Czasami poświęcałam większą uwagę mojemu wyglądowi, bo od drugiej gimnazjum zaczęłam się nim interesować. Zawsze stawiałam na naturalne piękno, więc nie stosowałam żadnego makijażu.
Po ośmiu długich miesiącach nadszedł wreszcie koniec roku. Każda z moich przyjaciółek we łzach odbierała świadectwo, wiedząc, że teraz nie będziemy już spędzać razem czasu na przerwach, a że będziemy miały więcej nauki to nie będziemy się aż tak często spotykać. Po odebraniu przeze mnie świadectwa z niezłą ilością punktów z egzaminu i satysfakcjonującymi mnie ocenami byłam gotowa na nowy rozdział mojego życia.
Mieszkam w małym miasteczku, które nawet nie ma praw miejskich, więc większość osób znam od czasów przedszkola. Pójście do nowej szkoły w mieście było jak nowe życie. Masz pustą kartę, coś czego tu nie miałam okazji doświadczyć. I choć wiedziałam, że będę tęsknić za dziewczynami to nie mogła się doczekać nowego roku szkolnego.
W pierwszy weekend po zakończeniu szkoły mieliśmy święto dni lokalnych. Trwały one trzy dni. Pierwszego dnia poszłam z moimi koleżankami z którymi spędzałam przerwy w szkole. Pamiętam... Właściwie nie pamiętam. Był alkohol... dużo alkoholu. Drugi dzień spędziłam z moimi najlepszymi przyjaciółmi - Asią i Frankiem. Asie znam od zerówki, a Franek jest moim młodszym o rok kuzynem. Uwielbiam ich oboje, nie wiem co bym bez nich zrobiła. Na zabawie w parku z naszej trójki tylko Franek "święte dziecko" nie był na kacu, więc robił nam cały czas aferę, że jakbyśmy wczoraj nie piły to byśmy dzisiaj miały siłę się bawić. Po blisko pięciu minutach miałam ochotę urwać mu głowę, a po jakiejś pół godzinie podęłam nieudane próby tego czynu. W końcu wieczorem poczułyśmy się na siłach, żeby znowu się napić jednak postanowiłyśmy skończyć na jednym piwie. Wróciliśmy około drugiej w nocy i jako że jestem gorącą miłośniczką snu od razu położyłam się spać.
O świcie około dziesiątej zadzwonił do mnie telefon. Oczywiście ktoś, kto chciał niezwłocznie się ze mną skontaktować musiał dzwonić trzy razy, żebym zdecydowała się dla niego przerwać mój sen.
- Halo - powiedziałam zaspanym głosem nie mogąc zebrać wcześniej dość ostrości, żeby wiedzieć kto do mnie dzwoni.
- No cześć kochanie - w słuchawce odezwał się dobrze mi znany głos.
- Hej tato... Co się stało?
- Wybacz, że cię budzę, ale mam do ciebie prośbę. Mogłabyś zając się domem pod moją nieobecność?
- No... jasne - przeczesałam moje długie włosy palcami i próbowałam się jakoś obudzić - A gdzie jedziecie?
- Razem z ciocią Anią jedziemy na tydzień nad morze. I bardzo bym cię prosił, żebyś zajęła się w tym czasie domem i domownikami - Przez domowników miał na myśli psa Roksi, królika Rudego i kota Puma.
- Nie ma sprawy. Podwieziesz manie?
- Tak. Przyjadę za jakieś półtorej godziny. Na razie.
- Paaa...
Chwilę siedzę na łóżku patrząc na ekran mojego telefony, a później gwałtownie powracam do pozycji leżącej. Przez pół godziny bicia się z myślami w końcu podjęłam decyzje i wstałam. Wyjęłam z szafy czarne szorty i luźną niebieską koszulkę po czym poszłam do łazienki. Po piętnastu minutach przywracania się do żywych wyszłam z niej i poszłam zjeść śniadanie. Później zadzwoniłam do mamy, żeby powiedzieć jej, że przez kilka dni będę mieszkać sama i upewnić się że pod moją nieobecność nasz pies nie zdechnie z głodu, albo nie odstawi leków na stawy. Po godzinie spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do mojej czarnej torby, którą zabieram ze sobą praktycznie wszędzie i czekałam na tatę. Tak jak myślałam zdążyłam jeszcze skorzystać z komputera, nakarmić psa i dokładnie sprawdzić czy o niczym nie zapomniała. Tata spóźnił się o pół godziny, ale ciszyłam się, że przynajmniej nie muszę się śpieszyć. Zastanawiając się gdzie jest moje rodzeństwo zamknęłam drzwi i wsiadłam do samochodu.
- Hej skarbie - przywitał mnie tata.
- Hej - powiedziałam już w pełni rozbudzona po moich ulubionych cukierkach KOPIKO. Cieszyłam się, że tata po mnie przyjechał, bo choć mieszkał od nas jakieś dwa kilometry to i tak nie miałabym siły ani motywacji na dojście tam. Przyjechaliśmy do domu, przywitałam się z ciocią Anią, przypomniałam im o kilku rzeczach które powinni zabrać, pożegnałam się z nimi i zostałam sama. Wzięłam moją torbę i poszłam do pokoju, żeby się rozpakować. Nie musiałam brać ubrań, bo wszystko miałam na miejscu, więc wzięłam takie rzeczy jak ładowarki, telefon, MP4, laptop, portfel i moje zeszyty z zapiskami. Potem poszłam do kuchni i z uśmiechem na twarzy przeglądałam zwartość koperty z moim imieniem powieszonej na lodówce. Nie oszczędzali. Starczyło na cały pobyt. Popołudnie zleciało mi szybko. Najpierw poszłam do kościoła, bo w końcu była niedziela. Później nakarmiłam domowników i umówiłam się na wieczór z moją przyjaciółką mieszkającą niedaleko. Poszłam na zakupy razem z Roksi, która była niezwykle posłusznym i wytresowanym psem co uważałam za jeden z moich sukcesów. Wróciłam zadowolona z torbą pełną niezdrowej żywności.
Umyłam się, przebrałam i wyszłam po koleżankę. Wieczór minął mi na bezsensownym chodzeniu po parku, w którym odbywała się zabawa, śmianiu się z pijanych koleżanek i śmianiu się z samej siebie, kiedy koleżanki opowiedziały mi o pierwszym dniu święta.
- No wiesz... - zaczęła Ania - pamiętasz jak siedzieliśmy z Stasiem na ławce?
- Wtedy jeszcze ogarniałam. Film mi się urwał chyba wtedy kiedy mieliśmy iść z Wiki do łazienki.
- No, to poszliśmy i spotkaliśmy Dawida z kumplami. I z nimi ostatnio się trzyma Ksawier.
- Ksawier?
- To ten nowy co przyszedł do szkoły trzy miesiące temu. Ten brunet, taki przystojny...
- No wiem który.
- I ogólnie to oni chodzili z nami przez resztę wieczora. Właściwie nic szczególnego... tylko spodobałaś się Ksawierowi.
- Serio? - spojrzałam na nią z niedowierzaniem sprawdzając czy mnie nie nabiera - Chociaż komuś - dodaje żartem.
- No i ty też byłaś nim zainteresowana. Ogólnie rozmawialiście, ale jak was słuchałam to chciało mi się śmiać, bo on nie ogarniał jeszcze bardziej niż ty. A potem zaczęliście coś gadać i ty do niego, że się jeszcze nigdy nie całowałaś...
- Ania proszę nie mów mi, że całowałam się z Ksawierem.
- No wiesz... tak trochę... - Ton głosu Ani zmienił się na taki jakby próbowała powiedzieć rodzicom, że spuściła ich obrączki w toalecie.
- Trochę? Co znaczy trochę?
- Jakie trochę?! - wtrąciła się Wiki kończąc swojego papierosa - Przyssaliście się do siebie na jakieś pięć minut. Nawet chciałam ci zdjęcie zrobić, ale było za ciemno.
Siedziałam chwilę nie wiedząc czy się śmiać czy być zakłopotaną. Wiedziałam tylko jedno. JUŻ NIGDY NIE RUSZĘ ALKOHOLU!
Żeby nie wyszło na jaw, że całą sytuacja mnie poruszyła postanawiam obrócić wszystko w żart. Jak zwykle kiedy zdarzają mi się takie sytuacje.
- No nie wierzę! Już nigdy więcej nie piję alkoholu. Jak mogłam całować się z taką dupą i tego nie pamiętać!?
- Ej, ja też nie ogarniałam, ale akurat to pamiętam - Mówi Danka gasząc papierosa swoim glanem. Przez chwilę słucham nic nie znaczącej rozmowy Wiki i Danki bawiąc się sznurówkami moich niebieskich VANS'ów. W końcu ruszyłyśmy się z miejsca i poszłyśmy pod muszlę koncertową w drugiej części parku. Tam dziewczyny zaczęły tańczyć, a ja z uwagi na to że tańcząc stwarzam zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla innych obserwowałam je siedząc na ławce i pochłaniając moje KOPIKO. Po jakimś czasie dosiadła się do mnie moja Asia i Emilia - koleżanka z byłej klasy Asi. Miałam ochotę podzielić się z Asią moimi przeżyciami, ale powstrzymałam się przez wiecznie plotkującą Emilią. Starałam się słuchać co mówi do mnie Asia, ale po pierwsze muzyka ją zagłuszała, a po drugie próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek z przed dwóch dni. Około pierwszej Danka musiała wracać do domu, a że nie chciało mi się wracać samej, a przez za dużą ilość pochłoniętej kofeiny zawartej w cukierkach KOPIKO miałam ochotę się przejść.
W domu ubrałam luźniejsze rzeczy, czyli moje ulubione granatowe spodnie dresowe i luźną białą koszulkę. Rozsiadłam się na wielkiej kanapie w salonie razem z kocem, Nestea i moim jedzeniem po czym włączyłam jakiś horror, który poleciła mi koleżanka. Tata miał wysuwany ekran i rzutnik na suficie przez co czułam się jak w kinie. Po kilku minutach dosiadł się do mnie kot, który znacznie bardziej wystraszył się filmu ode mnie.
Nawet kilka razy spadła z kanapy przestraszona przeze mnie. Horror bardziej mnie zaciekawił niż przestraszył, a kiedy zbliżał się do kulminacyjnego momentu zadzwonił domofon. Choć tata nie mieszkał w bloku miał domofon, który otwierał furtkę. Leniwie wstałam z kanapy i podchodzę do domofonu.
Kto do cholery przychodzi do kogoś o trzeciej w nocy?
- Halo?
- Hej. Jest ktoś oprócz ciebie w domu? - w słuchawce odezwał się dobrze mi znany głos.
- Jestem sama, a...
- Mam do ciebie sprawę.
- Dawid, nie pożyczę, bo nie mam. A nie, jednak mam, ale i tak nie pożyczę.
- Nie o to chodzi, bo widzisz... to taka nietypowa prośba... - w tle słyszę odgłosy zwracanej przez kogoś żywności.
- Wejdź - nacisnęłam klawisz, który otworzył bramkę Ubrałam moje znoszone trampki i wyszłam do ogródka przed domem. Na widok Dawida, który pomagał iść drugiemu chłopakowi zaczynam się poważnie zastanawiać czy dobrze zrobiłam wpuszczając ich. Przeklinam w duchu rozpoznając
Ksawiera ledwo trzymającego się na nogach. Nawet zapity i blady od przez wymioty wyglądał przystojnie. Wpuściłam ich do domu i zaprowadziłam do łazienki na parterze, gdzie Ksawie ze łzami w oczach zwracał przez jakieś piętnaście minut. W tym czasie staliśmy z Dawidem na korytarzu.
- No więc - powiedziałam patrząc nie niego wyczekująco.
- No, bo... obiecałem, że go przenocuje, ale ostatnio stary zrobił mi aferę, że piłem i teraz jak wrócę do domu to muszę ogarniać, a jak starzy go zobaczą to będę miał przesrane. I czy mogłabyś go przenocować? W piątek mówiłaś, że masz wolną chatę, więc pomyślałem, że nie będziesz miała przypału, a on mieszka jakieś osiem kilometrów stąd, no i poza tym ma motor, a znając go to w końcu by na niego wsiadł i pojechał, a w takim stanie to nie polecam... To jak?
- Nie wiem... No wiesz...
- Dogadacie się. W piątek ledwo składaliście słowa w zdania, a i tak się wam dobrze rozmawiało.
Odwracam głowę w druga stronę, bo czuje jak moje poliki nabierają barwy czerwieni z żenady. Odchrząknęłam, żeby przywołać się do porządku i powiedziałam: - Niech ci będzie, ale jeśli coś zepsuje...
- Spoko, oddam co do grosza! Dzięki! Jesteś super! Ja się już muszę zbierać - powiedział kierując się do wyjścia - A i powiedz mu jutro, że jego motor jest u mnie. No to siema!
Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w drzwi, ale szybko potrząsnęłam głową i zajrzałam do łazienki. Ksawier siedział oparty o prysznic z palcami wplecionymi we włosy. Rozejrzał się i jakby dopiero zorientował się że nie jest w parku.
- Gdzie ja do cholery jestem?
- U mnie w domu - powiedziałam opierając się o framugę drzwi splatając ręce na perciach. Chłopak spojrzał na mnie bez wyrazu, ale zaraz potem speszył się odwracając wzrok. Musiał pamiętać co się działo w piątek.
- Co ja tu robię? - zapytał nadal na mnie nie patrząc.
- Dawid cię przywlókł. Nie pamiętasz?
- Nieszczególnie - uśmiechnął się lekko na mnie zerkając.
- Będziesz spał?
- Słucham?
- Pytam czy jesteś zmęczony. Jak mam cię przenocować to chyba nie będę cię trzymać całą noc w łazience.
- Chyba będę...
- Dobra zaraz ci coś przyniosę - powiedziałam wychodząc z łazienki i idąc do sypialni taty i cioci Ani. W szafie znalazłam jeszcze nie używaną piżamę z krótkim rękawem i długimi spodniami.
- Po co mi piżama? - zapytał Ksawier kiedy byłam już w łazience.
- Bo nie wpuszczę cię do łóżka w obrzyganych rzeczach. Ale najpierw się umyjesz - Ksawier już miał coś powiedzieć kiedy mu przerwałam - i zanim spytasz po co to dlatego że jesteś brudny od tego samego co twoje rzeczy. Tu masz ręcznik - powiedziałam wyjmując ręcznik z szafki - potrzebujesz czego jeszcze?
- Szczoteczka do zębów by się przydała... z tych samych powodów - rzucił mi zakłopotany uśmiech.
Zawsze zastanawiałam się dlaczego tata kupuje tyle niepotrzebnych rzeczy. Zawsze jak miał kupić jedne termos to pozwoził dwa. Później dopiero zorientowałam się że ciocia Ania w każdym sklepie potrafi doszukać się promocji, a najczęstsza była "dwa w cenie jednego". Dlatego właśnie mieli graciarnię, w której zakupione rzeczy czekały aż zaczną być przydatne. Właśnie tam znajdował się stos szczoteczek do zębów, które w końcu do czegoś się przydały. Wzięłam ją i wróciłam do łazienki zahaczając jeszcze o kuchnie, żeby się napić. Oczywiście mając to szczęście jak zwykle musiałam tam wejść w chwili kiedy stał pod prysznicem i o mało co nie upuściłam szklanki. Szybko się wycofałam na korytarz dziękując Bogu, że mnie nie zauważył. Czułam jak moja twarz nabiera odcień szkarłatu. Co się ze mną dzieje?! Normalnie się tak nie zachowuje. Przecież mam dwóch braci, wiem jak wyglądają chłopacy... Odetchnęłam głęboko i zerknęłam przez lekko uchylone drzwi, po czym szybko położyłam szczoteczkę na najbliższą szafkę i ewakuowałam się do salonu.
Po jakimś czasie Ksawier wyszedł z łazienki pijackim chodem. Kiedyś koleżanka widząc tak idącego faceta określiła to "tropieniem węża". Stanął niedaleko mnie łapiąc równowagę. Od kiedy przestał wymiotować uśmiech nie zachodził mu z twarzy bardzo rzadko. Miałam nadzieję, że teraz dostanie kaca, weźmie tabletkę i pójdzie spać. Miałam... Okazało się jednak, że po niedługim czasie, kiedy wstawiłam pralkę z jego rzeczami znowu odleciał. I to w kilka minut. Dosłownie: idę wstawić pralkę - trzeźwy, wracam - pijany. Siedziałam z nim do siódmej rano przyglądając się jak udaje Harry'ego Potter'a na mopie, próbuje karmić mojego królika parówkami twierdząc, że uczyni go mięsożercą i zostanie królikiem ninja, rzuca jabłkiem, a potem chowa się za kanapą ciągnąc tam przy okazji mnie. Tak, to była długa noc, a raczej długie cztery godziny.
Dobra wiadomość - o siódmej w końcu zasnął, zła - w moim łóżku. Pytanie: Dlaczego Ksawier zasnął w moim łóżku? Odpowiedź jest prosta. Poszłam po telefon na górę i oczywiście wzięłam go ze sobą bojąc się zostawić go bez opieki. Ksawier podał mi numer jego babci, później starałam się zachować powagę przysłuchując się ich rozmowie. W końcu jak Kasiwer zaczął jej opowiadać, że nie może wracać, bo przy ich domu rośnie zboże gdzie grasuje czupakabra i że dojdzie tam kanałami postanowiłam przejąć słuchawkę. Z grubsza wytłumaczyłam jak się ma sytuacja i że nic mu nie jest. Dostałam też przywilej walnięcia go w głowę jeśli będzie mnie denerwował. Kiedy się rozłączyłam położyłam się na łóżku. Cukierki z kofeiną przestały działać o jakiejś piątej, więc byłam zmęczona. Od kiedy skończyłam czternaście lat zrobiłam się strasznie leniwa i bez przerwy śpiąca. Kiedy zaczęłam jeść cukierki KOPIKO miałam dość energii na cały dzień, ale potem musiałam to porządnie odespać. Nawet nie zauważyłam jak Ksawier położył się obok mnie.
- Ej, a ty pamiętasz, że się w parku całowaliśmy? - momentalnie zesztywniałam.
- A co? - Mało inteligentna odpowiedź, ale na inną nie była się w stanie zdobyć.
- No, bo ja nie... i chłopaki mi o ty opowiadali, ale ja nic nie kojarzyłem i byłam ciekawy czy pamiętasz... - Mówił to tak jakby powiadał najzabawniejszy epizod ze swojego życia ciągle. Nie miałam pojęcia co mam powiedzieć na szczęście kontynuował: - Bo wiesz, jak już wyjdziemy z tych kanałów to ci się oświadczę, ale nie tak yyyyy.... tylko tak fajnie. I wiesz i zamieszkamy razem... - byłam już tak zmęczona, że śmieszyło mnie każde słowo wypowiedziane z jego ust. Po pewnym czasie zasnęłam. Chyba zrobiłam to jako pierwsza, bo nie pamiętam, żeby skończył mówić.
Rano oczywiście nie od razu skojarzyłam co się stało. Najpierw mocniej przytuliłam się do osoby leżącej obok, bo była ciepła i wygonie mi się z nią leżało. Później zaświecił mi się czerwona lampka. Otworzyłam oczy, a widząc chłopaka spadłam z łóżka z nie małym hukiem. Szybko się jednak podniosłam na nogi i zaczęłam analizować sytuacje.
Impreza -> noc -> dom -> Dawid -> Ksawier + alkohol -> telefon -> sen...
Odetchnęłam z ulgą, że nic się nie wydarzyło. Powracając do rzeczywistości wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki pamiętając, żeby zamknąć za sobą drzwi. Po wyjściu zeszłam do kuchni orientując się, że jest około czternastej. Wzięłam leki na ból głowy i zimną wodę z lodówki, po czym zaniosłam ją na górę i postawiłam na
szafce nocnej. Najlepiej to bym wtedy poszła spać dalej, ale już po dwóch KOPIKO odrzuciłam ten pomysł i zaczęłam sprzątać w salonie po moim wieczornym gościu. Zjadłam śniadanie i nakarmiłam zwierzęta, a potem wyszłam na dwór pobawić się z Roki, która jak na szczeniaka przystało uwielbiała to. Choć miała dopiero pół roku to udało mi się ją wychować na porządnego psa, który choć mieszka na dworze potrafi zachować się w domu.
Często zostawialiśmy otwarte drzwi na taras za domem i nawet nie zauważaliśmy, że Roksi jest w domu, choć była dość sporym owczarkiem niemieckim długowłosym. Wzięłam z szafki psie przysmaki i zaczęłam uczyć ją nowej komendy. Pierwsza jakiej ją nauczyłam brzmiała "idź na miejsce" lub po prostu "na miejsce". Była dosyć żywotnym psem, ta komenda wydała mi się najlepsza. Ciocia Ania stwierdziła, że jest to niczym zaklęcie. Roksi skacze, ty mówisz "na miejsce" i od razu przestaje odchodząc. Z tej komendy i z przyzwyczajenia jej do kota i królika cieszę się najbardziej, jako, że mój starszy pies nienawidzi kotów i kilka razy prawie zjadł królika. Jednak choć Skubi tak nie lubi innych zwierząt to Roksi wprost uwielbi, mimo, że ma dziesięć lat, a Roksi to jeszcze szczeniak. Tamtego dnia próbowałam nauczyć Roksi "cisza". Tą jednak komendę opanowała dopiero pod koniec wakacji, za to była ona niezwykle przydatna patrząc na to, że psy są głośne, a tata miał sąsiadów. Po pół godzinie nauki postanowiłam sprawdzić czy Ksawier się obudził.
Spał jak zabity. Pies, który wszedł za mną do pomieszczenia postanowił przywitać się z nowo-przybyłym. Oczywiście wiedziała, że na łóżko nie wolno jej nawet położyć łapę, ale ręka Ksawiera zwisająca z jednej strony łóżka nadawała się idealnie do obwąchania i polizania. Wzięłam już ciepłą wodę i postanowiłam wymienić ją na chłodniejszą. Wyjęłam butelkę z lodówki i o mało co nie wypuściłam jej z ręki, kiedy usłyszałam krzyk Ksawiera: "JEZUS MARIA!!!!!". Z pokoju jak petarda wystrzeliła Roksi wiedząc, że jeśli ktoś na nią krzyczy najlepiej się ulotnić. Obejrzała się tylko na mnie wychodzącą z kuchni i przez teraz uciekła do swojej budy. Śmiejąc się pod nosem zaniosłam butelkę do pokoju, gdzie na łóżku siedział przestraszony i zdezorientowany Ksawier. Kiedy weszłam do pokoju zachował się podobnie jak w nocy w łazience - speszył się i odwrócił wzrok. Usiadłam na krawędzi łóżka i podałam mu zimne picie, które przyłożył sobie do czoła.
- Dzięki - powiedział otwierając butelkę i biorąc łyk.
- Tam masz tabletki na kaca - wskazałam na szafkę nocną.
- Gdzie ja jestem?
- Nie pamiętasz?
- Urwał mi się film... Ostatnie co pamiętam to jak Dawid zbierał mnie z ziemi i mówił, że czas do domu...
- I przyprowadził cię do mnie, żeby nie miał przypału.
- Musze zadzwonić do babci i powiedzieć gdzie jestem - oparł się o oparcie łóżka.
- Dzwoniłeś wczoraj, a raczej dziś rano. Coś ty wypił, że miałeś taką fazę?
- Miałem aż taka fazę... Przepraszam za kłopot, musiałem nieźle cię wkurzać... - mówi zakłopotany.
- W sumie było ta bardziej zabawne niż denerwujące - uśmiechnęłam się do niego - Nie mogę uwierzyć, że tego nie pamiętasz - mówię uśmiechając się na wspomnienie pijanego Kaswiera.
- Co robiłem?
Opowiedziałam mu wszystko z wczoraj w jak najkrótszej formie. Widać, że był cały czas zakłopotany, a to pewnie z powodu naszego spotkania w parku, którego żadne z nas nie pamięta. Za jego prośbą przyniosłam jego wyprane rzeczy.
- Zjesz coś? - zapytałam kiedy wszedł już ubrany do kuchni.
- Nie, dzięki. Będę się zbierał... - powiedział grzebiąc we wszystkich kieszeniach. Starałam się być naturalna w jego towarzystwie, ale wolałam robić sobie kanapki niż patrzeć na niego kiedy rozmawiamy. Odwróciłam się myśląc, że jest już w korytarzu i szykuje się do wyjścia, ale on nadal stał w tym samym miejscu. Kiedy na niego popatrzyłam zakłopotany odwrócił wzrok.
- Odprowadzę cię - powiedziałam, a on w geście zrozumienia kiwnął głową i ruszył w stronę drzwi.
- Twój motor jest u Dawida - powiedziałam opierając się plecami o ścianę. Ubrał buty i stanął kilka centymetrów przede mną. Dopiero teraz zauważyłam, że jest wyższy ode mnie o jakieś pół głowy. Musiałam lekko podnieść głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie promiennie, a ja odwdzięczyłam się tym samym próbując powstrzymać rumieniec, który za wszelką cenę chciał się dostać na moją twarz.
- Dziękuję... za wszystko - przerwał zastanawiając się co ma powiedzieć - No to... Do zobaczenia - dodał i szybkim krokiem opuścił teren mojego domostwa. Zamknęłam drzwi i poczułam ulgę, ale jednocześnie dziwny ucisk w brzuchu. To dla niego musiało być tak samo kłopotliwe, w końcu całował się z osobą, którą pewnie pierwszy raz widział na oczy. Spryskałam sobie twarz zimną wodą dla otrzeźwienia i postanowiłam pouczyć Roksi jeszcze paru sztuczek.
 

 
No i tak jak powiedziałam wstawiam pierwszy rozdział opowiadania nad którym teraz się męczę. Jest to opowiadanie miłosne, których sama nie jestem fanką, więc nie mam pojęcia skąd u mnie taki przypływ weny, ale mam nadzieję, że udam mi się napisać je jak najlepiej. To może dam jakieś konkrety.

Jest to miłość nastolatków, która nie jest spisana tak kolorowo jak wszystkie inne, jednak mam nadzieję, że uda mi się napisać coś przy czym trochę się pośmiejecie.
Opowiadanie pisane jest z dwóch perspektyw - najpierw jak pamięta to dziewczyna, a później jak pamięta to chłopak.
Akcja rozpoczyna się w pierwszy weekend wakacji, kiedy pijany nastolatek spędza noc w domu dziewczyny, w której podkochiwał się w szkole od kilku miesięcy. Dziewczyna jednak nie jest tego świadoma, jednak nieświadomie zaczyna się zakochiwać w chłopaku. Po jakimś czasie zaczyna jej na nim zależeć i próbuje wszystkiego, żeby wyciągnąć go z jego nałogu - picia alkoholu. Jednak kiedy jest już tym zmęczona stawia mu warunek - albo ja albo alkohol.
Mam nadzieję, że opowiadanie się spodoba, pomimo powyższego streszczenie nie jest ono ani przesłodzone, ani drętwe.




 

 
No siema, siema. Dlaczego w końcu postanowiłam się odezwać? Pomyślałam, że wykorzystam do czegoś tego minibloga. A że jestem osobą natchnioną i pewnego dnia zostanę sławną pisarką postanowiłam, że będę tu wstawiać moje opowiadania. Właściwie będzie to taka internetowa wersja mojego zeszytu. Co piszę w zeszycie? Jest to mało pewna forma pamiętnika - tylko, że nie ma w niej żadnych och i ach do chłopaka, ale opowiadania, genialne pomysły i rzeczy, którymi jestem zachwycona. Jednym słowem notatnik świruski. Mam nadzieję, że się spodoba. Życzę miłego czytania






 

 
Siemanko! To znowu ja. Dawno nie miałam neta więc nie wstawiałam, żadnych wpisów. Ostatnio dowiedziałam się, że mam fobie, a mianowicie chorobliwy strach przed wybuchem wojny. A w ostatnim czasie dużo się dzieje więc jestem trochę zestresowana, budzę się w nocy i nie mogę spać, ale mam nadzieję, że w naszym kraju będzie panował pokuj. Pomijając moje problemy, ostatnio mamy śliczną pogodę. Zbliża się wiosna wielkimi krokami! A co do mojego pingera to pomyślałam, że zacznę wstawiać tu moje opowiadania. Jestem marzycielką i bardzo dużo piszę opowiadań i itp. więc będę czasem coś wstawiać. Ostatnio siedzę nad opowiadaniem na podstawie „Igrzysk śmierci”. Ja już spadam!
Narka!
 

 
Heja banana ziomersi! W końcu po lekcjach! Przeżyłam to, że mam iść do szkoły, ale nie to, że muszę wstać. Jak zwykle powtarza się stara historyjka o moim wstawaniu... Wyłączam budzik i śpię dalej. Ale już po szkole więc jest dobrze, przeżyłam! A teraz włączyłam kolejny odcinek mojego ukochanego anime - Naruto. Nażre się słodyczy, a potem do domu z mamą. Chwała Bogu, że mogę z nią jeździć samochodem. No to idę oglądać!
Narka!

 

 
Pochwalony! Właśnie wróciłam z dodatkowych i obczajam se mojego ulubionego muzyka Danego Elfmana. Gość jest serio zarombisty! Skomponował utwory do wielu filmów fantastycznych i kocham gościa... Zaraz muszę lecieć do domu, a jest tak zimno i ciemno i do domu 2 km... Ale co tam. Może ktoś mnie podwiezie.
Spadam!




 

 
Siemson ziomersi! W końcu koniec lekcji. Mogę stwierdzić, że dziś w szkole przeżyłam spotkanie ze śmiercią. A mianowicie pani z WOSu powiedziała mi, że mam zagrożenie (o którym nie miałam pojęcia) i że może mi dać nieklasyfikowanie, bo ponoć często mnie nie ma na jej lekcji co jest prawdą, ale tylko dla tego, że ostatnio byłam chora. No mi podaje godziny nieobecne i jest ich chyba 15, a tych na których byłam chyba 3. Stałam jak wryta i nagle pani zajarzyła, że przez pomyłkę sprawdzała obecność innemu uczniowi, a ja mam tylko 4 lekcje nieobecne i w końcu dała mi 2. Może to nie szczyt marzeń, ale lepsze niż lacz. A wgl. dostałam dzisiaj full słodyczy z zajęć dodatkowych więc jest dobrze! I chuj! Będę sama, gruba i brzydka no i co z tego. Można żyć bez czekolady, ale co to za życie?! Zaraz zajęcia dodatkowe więc...
Spadam, narka!


 

 
Siemanencja!
Walić wszystko... Dziś byłam w szkole, ale nie było mojego ziomka, a że lenistwo mnie wzięło to nie chciało mi się ruszać więc tylko siedziałam na dupie i czytałam książkę. Lekcje szybko leciały (dzięki Bogu!) i nie zdarzyło się nic godnego uwagi, oprócz tego, że wychowawczyni jest chora, no i że dostałam lacza z niemca. Zdarza się. No i byłam u lekarza, ale dupa... Żadne zwolnienie się nie trafiło. Ale w domu spk. Słuchałam muzyki i czytałam książkę, bo najwyraźniej moja kumpela była w stajni. A że wole siedzieć sama, tylko ja, mp4 i książka, to nie sprawdzałam czy jest. Teraz jestem u dziadków i mama truje mi dupę, że mamy już jechać. No więc spadam!
Nara ziomersi!


 

 
Elo ziomy. Mój nastrój z dzisiejszego dnia w dwóch słowach? Do kitu. Dziś w miałam mieć występ z okazji dnia babci i dziadka w domu kultury, a okazało się, że mam gorączkę, a mój głos brzmi trochę… dziwnie? Ale w sumie nie jest mi on potrzebny bo, nie miałam śpiewać tylko grać na fortepianie. Kocham to. Jest tak jak jeżdżenie na desce. Jak już ogarniesz to nie ma nic lepszego! Swoją drogą przynajmniej nie ma mnie w szkole i ominęła mnie rozprawka i dwa sprawdziany! No ale trzeba wszystko nadrobić, a tu już drugi semestr się zbliża i wywiadówka… Nie będzie źle, chyba.
Spadam, naraska!



 

 
Heja banana ziomersi. Mam doła. W nocy śnił mi się koszmar... "Patrzyłam jak moi znajomi jadą w płonącej furze, które wybucha. Siła wybuchu posłała ich wysoko w górę i z niezwykłą siłą uderzenia spadają na ziemie, ale nie umierają tylko piszczą z bólu, a ja stoję i nic nie mogę zrobić." Zerwałam się o 3.00 i nie mogłam zasnąć... Na szczęście niedaleko leżało mp4 , więc szybko mi zleciała noc. Rano czułam się jak gówno! Na szczęście zostałam w domu! Nadal czuje sie do dupy, ale jest lepiej. Nie mogę zmrużyć oka, ale mam nadzieję, że jak już mi się to uda, to nie będę miała takich debilnych snów…
A na razie będę spadać!


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›